#15. Z wizytą w Mumbles

02:48 Alex P 0 Comments

Pewnego wietrznego dnia, ja i Michał wsiedliśmy w autobus jadący prosto do Mumbles. Była to spontaniczna wyprawa, ale widoki całkiem, całkiem, chociaż w skali szału oceniłabym je na 4/10. Cieszą oko, ale nie porywają serca.
Co jak co, ale wycieczka, to coś co cieszy mnie najbardziej. Jeśli jest w nieznane - cieszy mnie jeszcze bardziej! :) Mumbles to te charakerystyczne "górki" widoczne z plaży w Swansea, jedzie się tam jakieś pół godzinki.
Oto kilka fotek z samej wyprawy:
 
Niżej Limeslade Bay, obok którego wysiedliśmy:

 A po dosłownie trzech minutach wędrówki znaleźliśmy się już przy Bracelet Bay, które jest tuż obok latarni morskiej.
Pizgało, pizgało, prawie głowę mi urwało ;)
 Jak widać zatoczka jest strasznie mała, duuużo lepiej prezentuje się na zdjęciach,  na żywo jest trochę rozczarowująca.Ale za to mamy trochę fot z czarującego Mumbles:





 
Wielu z was na pewno sobie nie zdaje sprawy jakie w "Swansea Bay" (zatoce Swansea) są wielkie odpływy! Sama nie miałam o tym zielonego pojęcia, dopóki nie stanęłam stopami dwiema na walijskim piasku i nie zobaczyłam tego na własne oczy.  Spojrzałam w dal i pierwsza myśl, jaka mnie naszła to: gdzie ta woda?Teraz już takiego zdziwka nie mam, ale "niesmak" pozostał :D
Przyzwyczajona do naszego silnego, kapryśnego, zimnego  Bałtyku o pięknych białych falach, zawsze jednak dostępnego na wyciągnięcie ręki, jeśli już jesteś na plaży....Kiedyś zaś jesteś na plaży tutaj, możesz się nieco (to bardzo delikatne słowo), zdziwić. Jeśli klikniecie tutaj zobaczycie odpływy jakie są danego dnia. Dziś na przykład jest to różnica prawie 8 metrów! I w tej zatoce fale są pyciusie. One to się z Bałtykiem w życiu nie widziały. Ach! Zapomniałam się nieco, tutaj zdjęcie z Mumbles, z łódkami bez wody :)
I to dowód na to jak bardzo woda ucieka. ;)
Jadąc autobusem, mój sprytny lisek M. wypatrzył zamek. Jak robić wycieczkę, to robić, zamek był zamknięty, ale co dookoła pochodziliśmy to nasze. Przypomina mi on trochę o Camelocie no i  oczywiście serialu, który oglądałam w wakacje w gimbazie "Przygody Merlina". No aż samo się nasuwa, tylko samego Merlina brak.   
Zawsze gdzieś muszę wcisnąć ten swój blond-łeb :D




Wszędzie muszę wejść :D

 Mumbles jako dzielnica Swansea jest malutkie, ale całkiem urokliwe do zwiedzenia przelotem, bo na pewno nie jest to atrakcja na cały dzień, ale przyjemnie jest widzieć wszystkie te małe sklepiki, morze i jeszcze ukryty zamek. Całkiem fajna kombinacja.

 A tutaj już Swansea i grube kaczki zwane łabędziami. Wysiedliśmy kawałek wcześniej z autobusu i odkryliśmy malutkie jeziorko oblężone przez łabędzie. Z kolei ścieżki były masakrycznie oblężone przez łabędzie kupy, dlatego całkiem szybko się stamtąd zmyliśmy.




A tam w tle widać głupiutkie (już nie) kaczątko, które podpłynęło i krzyczało (bo przecież kaczki nie krzyczą) na łabędzi-rower.

Ja już z powrotem w Swansea, zaraz idę robić śniadanie a potem pochodzić po sklepach. W Polsce urlop był bardzo intensywny, rzekłabym że bez chwili wytchnienia, ale udało mi się odwiedzić prawie wszystkich w rodzinie rozsianych po całej Polsce, więc jest sukces. Z dniem 16 lipca oficjalnie zaliczyłam pierwszy rok studiów, więc teraz to tylko leżakować. ;))

0 komentarze: