#Comeback

15:54 Alex P 1 Comments



Od pewnego czasu wchodzę tu na bloga i widzę, że ciągle jeszcze tu ktoś zagląda. Ja sama też zaglądam i od kilku miesięcy myślę o tym, żeby wrócić do pisania. Nie dlatego, że moje umiejętności ortograficzne maleją z każdym miesiącem przebywania za granicą, a chyba dlatego, że mam pewne pomysły i jakąś chęć wyrażania siebie w ten sposób, mimo że czasu zawsze brak. Jeszcze nie jestem wcale przekonana, w którym kierunku, jak i gdzie chciałabym z tym wszystkim pójść, ale jest w internecie tyle inspiracji,że aż samemu coś się chce. 

Jeśli chodzi o to, co się u mnie zmienia, to chyba niedużo. Choć od ostatniego postu znów się przeprowadziliśmy, i znów na lepsze (i cieplejsze <3) miejsce, dalej jestem zabiegana pomiędzy uniwerkiem, pracą i domem (bo jeść coś trzeba). Ciągle dopada mnie dorosłe życie, kiedy przez dziurkę w drzwiach znów wpadają listy, że podatek trzeba zapłacić, a bank ciągle przysyła najlepszą ofertę kredytu. ;) I zastanawiam się, kiedy to wszystko się stało, że lat mam już 21, pracę, mieszkam "na swoim",a  nim się obejrzę zaraz będę wpadać w ostatni rok na uczelni.
I choć zaczęłam pisać post o tym, jak to Bóg musiał ukarać Brytyjczyków, skoro mają pozornie wszystko - dobre prace, pieniądze, wakacje za granicą, a nie mają pogody, pogoda stosunkowo zaczęła się poprawiać, wszędzie pojawiły się kwiatki...no i nie widziane od tylu miesięcy słońce! Kiedy już się pojawiło, to było tak ciepło, że praktycznie można było latać na krótki rękaw. To jest właśnie bardzo dziwne tutaj - nie ma słońca, jest bardzo chłodno, a kiedy już jest,mimo że termometr wskazuje 11 stopni, to jest bardzo ciepło!
Pogoda jest  jednak dosyć w kratkę, ostatnio jeden dzień z 3 był słoneczny, a dziś znowu szaro, buro i ponuro, no i w dodatku pada! Czyli nic ciekawego.

Droga z uni do domu oferuje trochę okazji na fajne ujęcia:

 A tutaj już coś wieczorową porą:
Woda dosyć szybko tutaj ucieka, to trzeba wyczuć czasy, kiedy najlepiej wybrać się na plażę. Jako, że Swansea jest na południu Walii, i jest jeszcze tak położone, to nie ma tutaj zachodu słońca nad morzem! To było do przewidzenia, ale i tak mnie rozczarowuje. Ostatnio wspięliśmy się jednak na górkę, gdzie widoki były dużo lepsze, a słońce zachodziło sobie daleko po prawej stronie.


I jako, że pogoda się poprawiła, i gość zawitał w dom, pojechaliśmy znów na Trzy Klify:






Widoki przecudne! Modlę się do wszystkich bogów o gorące lato (ha, ha...) żebym mogła się tam wykąpać :). Za miesiąc nasze pierwsze wakacje w ciepłych krajach, już odliczam dni i pakuję do walizek kiecki! Pamiętam o was cały czas, nawet trochę tęsknię, także możliwe, że jeszcze więcej mnie tu zobaczycie, bo mam jakąś taką okropną chęć wyrażania tutaj siebie. Jest prawie północ, słucham hey i próbuję zebrać moc do napisania mega nudnego raportu, więc trzymajcie kciuki i do następnego <3.


1 komentarz:

  1. Wracaj wracaj i zaktualizuj poprzednie posty, życie, studia, praca, ciekawostki itp. ;)

    OdpowiedzUsuń